Nasz pacjent…

Na medycynie znają się w Polsce wszyscy. Tak jak na piłce nożnej i polityce. Każdy wie, że jak coś dolega, coś dokucza, to trzeba do szpitala, bo wiadomo: badania wszystkie zrobią, konsultacje – po to przecież to miejsce jest i za to lekarze pieniądze biorą. A lekarz rodzinny… ? A co on może? Receptę napisać i skierowanie do specjalisty dać. Tylko kiedy do tego specjalisty człowiek się dostanie? Prędzej umrze. Takie głosy słyszę niemal codziennie i trochę w tym racji jest. Problem polega na tym, że jeśli tak postępuje wiele osób (niektórzy z niewiedzy, niektórzy z bezsilności i rozpaczy a są i tacy, że z wyrachowania bo tak łatwiej) to nagle się okazuje, że do SOR w ciągu doby trafia tłum ludzi- rocznie jest to u nas około 35 000 osób. Choćby nie wiem jak się starali ci co tam pracują i nie wiem jak szybko biegali to nie ma szans aby nie było kolejek. Ktoś powie: zatrudnić więcej lekarzy i więcej ratowników, ktoś inny: przecież w szpitalu jest wielu lekarzy – dlaczego nie zejdą i nie pomogą? Postaram się wyjaśnić dlaczego tak się nie dzieje, dlaczego często długo się czeka oraz dlaczego wszyscy narzekają ten oddział. I co możemy zrobić aby było lepiej ☺

Co jest nie tak z tym oddziałem?

Oddział ratunkowy jest niczym świnka morska: ani to świnka ani morska. Jakby oddział szpitalny ale tak nie do końca, jakby pogotowie ale też nie całkiem. Zacznijmy od początku, czyli od przepisów prawa.

Rozp. Ministra Zdrowia z dnia 3 listopada 2011 r. w sprawie szpitalnego oddziału ratunkowego Dz.U. nr 237, poz.1420:
„§ 2.1. Szpitalny oddział ratunkowy (…) udziela świadczeń (…) w zakresie niezbędnym dla stabilizacji funkcji życiowych (…) osób, które znajdują się w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego.”

Stan nagłego zagrożenia zdrowotnego – stan polegający na nagłym pojawieniu się objawów, którego bezpośrednim następstwem może być poważne uszkodzenie funkcji organizmu lub uszkodzenie ciała, lub utrata życia, wymagający podjęcia natychmiastowych medycznych czynności ratunkowych i leczenia.

Ponadto Pan Minister Zdrowia, w swoim piśmie z dnia 10 kwietnia 2017r. ”Dobre praktyki postępowania w szpitalnych oddziałach ratunkowych i w izbach przyjęć.”, kierowanym do wojewodów określił, że nie każda osoba zgłaszająca się do SOR ma zostać przyjęta i zbadana przez lekarza:

„ (…) Oznacza to, iż w SOR pacjent nie uzyska porady lekarskiej w przypadku stanów niezagrażających życiu.

Cytat ze stron NFZ:
„ (…) Stanem nagłego zagrożenia zdrowotnego jest np. : utrata przytomności; zaburzenia świadomości; drgawki, nagły, ostry ból w klatce piersiowej, zaburzenia rytmu serca, nasilona duszność, nagły, silny ból, gwałtownie postępujący poród, ostre i nasilone reakcje uczuleniowe; zatrucia lekami, środkami chemicznymi czy gazami; rozległe oparzenia, wyziębienie organizmu, porażenie prądem, podtopienie, dokonana próba samobójcza, upadek z dużej wysokości, rozległa rana, będąca efektem urazu, urazy kończyny dolnej uniemożliwiające samodzielne poruszanie się.”

Stanowisko mazowieckiego NFZ:
"SOR nie udziela wszystkich świadczeń zdrowotnych. W przypadku nagłego zachorowania (które nie jest jednocześnie nagłym zagrożeniem życia) świadczeń udziela lekarz podstawowej opieki zdrowotnej (POZ). Jeżeli lekarz rodzinny nie jest dostępny, wtedy pomoc medyczną udzielają przychodnie, które świadczą usługi poza godzinami pracy lekarza POZ (np. NiŚOZ). Należy podkreślić, że SOR udziela pomocy w zakresie niezbędnym, aby nie doszło do pogorszenia stanu zdrowia, bądź utraty życia przez pacjenta, a nie w każdym wypadku zgłoszenia się pacjenta do szpitala"

Mówiąc prostymi słowami: SOR powstał po to aby ratować życie i chronić przed kalectwem. Kropka. Życie a nie zdrowie. Całość działań w SOR ma polegać wyłącznie na tym aby nie pozwolić komuś umrzeć lub zostać kaleką do czasu, aż trafi w ręce specjalisty, który ma przejąć dalszą opiekę i leczenie. W założeniu SOR nie leczy, nie udziela porad ani nie zaopatruje drobnych urazów.

Mówiąc prostymi słowami: SOR powstał po to aby ratować życie i chronić przed kalectwem. Kropka. Życie a nie zdrowie. Całość działań w SOR ma polegać wyłącznie na tym aby nie pozwolić komuś umrzeć lub zostać kaleką do czasu, aż trafi w ręce specjalisty, który ma przejąć dalszą opiekę i leczenie. W założeniu SOR nie leczy, nie udziela porad ani nie zaopatruje drobnych urazów.

Tymczasem w praktyce jest inaczej. Jak działa system służby zdrowia i jak trudno się dostać do specjalisty każdy wie. Gdzie można udać się z drobną raną do szycia, problemem okulistycznym czy urazem nogi lub ręki? Zwykle szpitale są jedynymi takimi miejscami. I dlatego jak to często bywa w naszym kraju: prawo sobie a życie sobie. Z jednej strony wszystko co nie jest zagrożeniem życia nie powinno być przyjęte w SOR a z drugiej pozostaje chory człowiek w potrzebie, który gdzie indziej nie uzyska pomocy w rozsądnym czasie.

Skutkuje to tym, że osoby pracujące w SOR udzielają pomocy przede wszystkim ciężko chorym i bardzo cierpiącym pacjentom ze wskazaniami do przyjęcia w tym oddziale i im poświęcają głównie swoją uwagę. Niejako „z doskoku”, w miarę możliwości i czasu przyjmują też pozostałe osoby, które w normalnej sytuacji powinny uzyskać pomoc w poradni, a które stanowią aż 80% wszystkich trafiających do oddziału.

Lekarz lekarzowi nierówny…

W Polsce aby dostać się do lekarza specjalisty zwykle wymagane jest skierowanie. Podyktowane jest to tym, że pacjent nie jest najczęściej w stanie ocenić jakiego specjalisty pomocy potrzebuje. Najprościej rzecz ujmując – w każdym przypadku pogorszenia się stanu zdrowia lub urazu mamy do dyspozycji dwóch specjalistów, do których kierujemy się po pomoc bez skierowania:

  1. Lekarz rodzinny (tak, to też jest specjalista) przyjmujący w poradni POZ do godziny 18:00 oraz NiŚOZ, które przyjmują w nocy i dni wolne od pracy.
  2. Specjalista medycyny ratunkowej pracujący w SOR, karetce lub helikopterze LPR.

Co ich łączy:

  • jeden i drugi pracuje całodobowo,
  • obydwaj mogą pokierować na dowolną konsultację,
  • obydwaj mogą dać skierowanie na dowolny oddział,
  • obydwaj mogą skierować na rtg, USG, tomografię, badania laboratoryjne itd.,
  • obydwaj mogą wystawić receptę lub zwolnienie lekarskie.

Co ich różni:

  • lekarz „ratunkowy” zajmuje się stanami zagrożenia życia a lekarz rodzinny wszystkimi pozostałymi przypadkami.

Jak najprościej zdecydować do którego się udać? Jeśli ktoś umiera lub absolutnie nie ma możliwości aby dotarł do lekarza bez pomocy karetki to trafia do SOR (nie mam na myśli problemów komunikacyjnych lecz stan zdrowia). Wszystkie pozostałe przypadki powinny zgłosić się do lekarza rodzinnego, który w razie potrzeby pokieruje do szpitala. I tu uwaga: zgodnie z obowiązującym prawem, świeże urazy w godzinach pracy poradni specjalistycznej powinny być zaopatrzone w tej poradni, pomimo braku skierowania (np. szycie rany, założenie gipsu). Wyjątek spowodowany fatalną organizacją służby zdrowia: poza godzinami pracy poradni trzeba pofatygować się do szpitala, gdyż nie ma już ambulatoriów chirurgicznych jakie były kiedyś a lekarz rodzinny zwykle nie założy szwu na skórę ani unieruchomienia kończyny (chociaż teoretycznie mieści się to w jego kompetencjach)

Za mało lekarzy czy za dużo pacjentów?

Gdyby w SOR byli przyjmowani wyłącznie pacjenci dla których ten oddział powstał to trafiałoby tutaj co najwyżej 10 – 20 osób dziennie i wystarczyłoby na dyżurze dwóch lekarzy i 6 ratowników lub pielęgniarek. I nie byłoby żadnych kolejek. W związku z tym, że nasz SOR przyjmuje obecnie dodatkowo 70-80 osób dziennie, które powinny trafić do lekarza rodzinnego lub poradni specjalistycznej, szpital musiał zwiększyć obsadę oddziału o 100% (jest decyzja Pana Prezesa oraz Dyrektor ds. medycznych, podyktowana troską o pacjentów a nie wymagania NFZ). Niestety często to nie wystarcza. Obecnie zatrudnionych jest w SOR blisko 140 osób a mimo to są olbrzymie problemy z obsadzeniem dyżurów.

Wymiana doświadczeń. Ordynatorzy o specyfice pracy, trybie pracy oddziału, oczekiwaniach NZF

Praca jest po prostu tak ciężka, że mało kto chce tutaj się zatrudnić. Inna sprawa, że nie każdy się nadaje, bo czym innym jest praca z jednym pacjentem na raz, poukładana i zwykle przewidywalna a czym innym huśtawka, chaos i emocje z jakimi mamy do czynienia na co dzień w oddziale ratunkowym.

Dlaczego tak długo trzeba czekać?

Częściowo już na to pytanie odpowiedziałem: pierwszeństwo mają pacjenci w stanie zagrożenia życia. Pozostali w miarę możliwości i czasu. Statystycznie, obecny czas oczekiwania na badanie lekarskie wynosi mniej niż 2 godziny. Tylko, że jeśli jedną nogą staniemy w misce z lodem a drugą w misce z wrzątkiem to wg statystyki, średnia temperatura jest miła i przyjemna. Tak samo w SOR- są pacjenci przyjmowani natychmiast, poza kolejnością, gdyż nie mogą czekać i są tacy, którzy muszą czekać gdy ich stan zdrowia na to pozwala. Dodatkowo pacjenci nie trafiają do szpitala wg grafiku np. co 15 minut jedna osoba, lecz falami. Czasami w ciągu godziny potrafi być zarejestrowanych 10 osób do jednego lekarza. Rekord padł w pierwszy poniedziałek grudnia, gdy z powodu przymrozku i gołoledzi trafiło do nas prawie 100 osób w ciągu 4 godzin. Tymczasem zdarza się, że trzeba poświęcić jednemu pacjentowi nawet godzinę lub dłużej, aby nie stracił życia lub nie został kaleką.

Często też pacjenci i ich rodziny nie rozumieją, dlaczego po zbadaniu i otrzymaniu leków jeszcze na coś czekają. Bywa tak, że trzeba zaczekać na efekt działania leków (lub wręcz przeciwnie- zobaczyć co będzie gdy one przestaną działać) lub trzeba powtórzyć za kilka godzin jakieś badanie albo po prostu pacjent wymaga obserwacji, „w którą stronę” rozwija się choroba. Nigdy natomiast pacjent nie leży w SOR bez powodu, bo komuś nie chce się go wypisać. Zbyt często brakuje nam łóżek dla nowych pacjentów aby można było sobie pozwolić na taki luksus.

I teraz najważniejsze: tak jak na okulistyce powinni pracować okuliści, na ortopedii ortopedzi itd., w SOR powinni pracować wyłącznie specjaliści medycyny ratunkowej. Ale że jest ich mało, na dyżurach są też lekarze o innych specjalnościach. Dlatego powstało mylne przekonanie, że w SOR pełni dyżur ortopeda, pediatra czy okulista. Nic podobnego- czasami rzeczywiście taki się trafi ale jest to przypadek. W związku z tym, jeśli ktoś zgłasza się do SOR w poszukiwaniu konkretnego specjalisty i nie jest w stanie zagrożenia życia to po pierwsze- ląduje na końcu kolejki oczekujących a po drugie- wcale nie znaczy, że do tego specjalisty się dostanie, gdyż to lekarz przyjmujący decyduje o tym, czy taka konsultacja jest potrzebna natychmiast czy może być wykonana ambulatoryjnie. Trzeba pamiętać, że SOR to nie poradnia (do której zwykle trzeba mieć skierowanie) ani nie miejsce na wykonywanie „wszystkich badań”. Lekarze dyżurni z innych oddziałów mają pełne ręce roboty przy swoich pacjentach i nie maja czasu biegać co chwilę na konsultację do SOR. Z tego samego powodu nie mogą zejść „na dół” i pomóc w szybszym przyjmowaniu pacjentów- kto by wtedy zajął się ich oddziałem i leżącymi tam pacjentami? Natomiast jeśli ktoś już czeka na konsultację specjalisty, to powinien mieć świadomość, że na tego konkretnego, który jest jeden na cały szpital a nie na jakiegokolwiek lekarza. Często słyszę, że przecież w szpitalu jest wielu lekarzy to dlaczego któryś do mnie nie zejdzie. Wszystko jedno jaki byle był. Ano to jest tak jak z mechanikami: jeden jest lakiernikiem a drugi elektrykiem, jeden naprawia samoloty a inny traktory. Niby każdy to mechanik ale czy jeden może zastąpić drugiego i dobrze wykonać swoją pracę?

Co boli w SOR

Pacjenta, oprócz tego, że coś boli z racji choroby, często też boli „dusza”. Bo długo czeka i nie wie dlaczego, bo czuje się niepewnie, bo czuje się tu lekceważonym intruzem i nie może uzyskać tego po co przyszedł. I to wszystko prawda. Sam byłem kilka razy pacjentem i doskonale wiem o czym teraz piszę. Głównym powodem tego stanu rzeczy jest to, że personel medyczny nie poświęca wystarczająco dużo czasu na zwykłą rozmowę i udzielenie wyczerpującej informacji. Dlaczego tak się dzieje? Ano powody są różne- druga lub trzecia doba dyżuru, brak snu, kolejka pacjentów, którzy w naszej ocenie nie powinni tu trafić, stresująca sytuacja kilka minut wcześniej itd. Tylko, że pacjenta to nie powinno w ogóle obchodzić. To nie jest jego problem i nie powinien odczuwać skutków. Ale jesteśmy tylko ludźmi i takie sytuacje niestety się zdarzają.

My też nie czujemy się wtedy komfortowo i cały czas szukamy rozwiązań. Np. wprowadzenie dyżuru koordynatora – osoby odpowiedzialnej za informowanie rodzin pacjentów o tym co się dzieje, jakie są plany, dlaczego pacjent czeka i jak długo to potrwa. Lekarz często nie ma na to czasu.

Zwiększyliśmy ilość lekarzy na dyżurze aby przyspieszyć proces diagnostyczny. Utworzono też w SOR gabinet rtg aby skrócić drogę pacjenta na badania, zatrudniono kilku sanitariuszy aby usprawnić transport wewnątrzszpitalny. Stosujemy system segregacji aby żaden z pacjentów w stanie zagrożenia zdrowotnego nie otrzymał pomocy zbyt późno. I tyle możemy.

Natomiast co Państwo mogą? Apeluję o przemyślenie, czy na pewno szukać pomocy w SOR? Czy nie znajdzie się jej w POZ? To jest jedyny sposób na zmniejszenie kolejek. Proszę o wyrozumiałość i zrozumienie. Tutaj naprawdę personel jest po to aby pomóc pacjentom a nie uprzykrzać im życie. Najlepszym dowodem na to są słyszane codziennie podziękowania od tych, którym pomogliśmy, którzy twierdzą, że jest to najlepszy oddział w jakim byli. Oczywiście są i tacy, którzy mówią coś wręcz przeciwnego. Szkoda tylko, że ta niewielka ilość osób niezadowolonych bardzo łatwo i szybko przelewa swoje emocje „na papier”, tworząc szczególnie w internecie falę „hejtu”, natomiast olbrzymia rzesza ludzi, które są nam wdzięczni za okazaną pomoc i serce nie reagują na to, dając milczące przyzwolenie na kreowanie fałszywego obrazu naszego oddziału.

Ordynator
Szpitalnego Oddziału Ratunkowego
Lekarz, spec.med.rat. Robert Sowiński

Comments are closed.