Budować, balować, a może zjadać zapasy zgromadzone na czas epidemii? Spostrzeżenia z pierwszych dni „narodowej kwarantanny”

Chciałbym podzielić się z Wami kilkoma spostrzeżeniami poczynionymi w czasie pandemii koronawirusa, która szerzy się w całej Europie i dezorganizuje życie wielu krajów. Nie będą to spostrzeżenia z bezpośrednich zmagań z chorobą, bo nie zajmuję się medycyną w żadnym jej wymiarze, a moje z nią kontakty ograniczają się tylko do wizyt w przychodni podczas badań kontrolnych niezbędnych do pracy zawodowej; to obserwacje przeciętnego obywatela, którego na co dzień dotykają dolegliwości stanu zagrożenia epidemicznego ogłoszonego w naszym kraju.

Pierwsze spostrzeżenie to pustki; na ulicach, w sklepach, punktach usługowych. Uderza spokój ludzi, zdyscyplinowanie, poddawanie się bez szemrania wymogom ostrożności narzucanym, nie tylko przez służby, ale nawet przez właścicieli sklepów. Na ogół zachowujemy bezpieczną odległość od siebie w kolejce do kasy czy okienka w aptece, płacimy w większości kartą (chociaż zdarzają się nawet młodzi ludzie płacący gotówką!), nie dotykamy się bez potrzeby. Zdarza się nawet, że sąsiedzi wzywają służby - Sanepid i pogotowie - do kogoś, kto zakaszlał kilkanaście razy w zaciszu swojego mieszkania. To bardzo obywatelska postawa, ale dość kłopotliwa.

Pustki na ulicach. Uderza zdyscyplinowanie i spokój. Spostrzeżenia z pierwszych dni narodowej kwarantanny

Spostrzeżenie drugie: mimo apeli o pozostanie w domu, są ludzie, którzy zdają się mieć za nic rygory ostrożnościowe wprowadzone przez władze. O dziwo, obserwuję dwie grupy ludzi, którym ciężko jest podporządkować się nakazom. Są to młodzież i emeryci. Wydaje się oczywistym, że młodość ma swoje szaleństwa i trudno jest w tym okresie życia podporządkować się komu i czemukolwiek. Tu apel do rodziców: bądźcie odpowiedzialni, przypilnujcie swoje pociechy, porozmawiajcie z nimi, to od was zależy nie tylko ich zdrowie i życie! Młodzież spotyka się na osiedlach, ulicach i w parkach. Zbierają się w duże grupki, po czym idą wszyscy do najbliższego sklepu na zakupy (i tu często sprzedawcy nie reagują na takie tłumne wtargnięcia do ich placówki). Po udanych zakupach bardzo często zaczyna się piknik w różnych miejscach. To nie jest śmieszne, to jest straszne! Druga grupa to osoby w podeszłym wieku, emeryci. Tyle się mówi, że ludzie po 65-tym roku życia są najbardziej narażeni, że nie powinny wychodzić z domu bez ważnej przyczyny. I co widzimy? W środku dnia to największa grupa społeczeństwa pojawiająca się na ulicach miast. Mam pytanie: co z nimi zrobić? Bo, o ile mówiąc o młodzieży apelujemy do rodziców, o tyle tu nie ma takiego jednoznacznego przełożenia. Nie pomagają apele, nie pomaga racjonalna argumentacja. Do tego emeryci mają wielką potrzebę rozmawiania i dzielenia się nie tylko swoimi spostrzeżeniami z kim popadnie! A to już jest niebezpieczne!

Spostrzeżenie trzecie: dość łatwo ulegamy panice. Po pierwszym komunikacie o ogłoszeniu stanu zagrożenia epidemicznego, tłumnie ruszyliśmy do sklepów wykupując, zaskakujące często, artykuły: papier toaletowy, wielkie ilości mąki i cukru (jak na wojnę!). Zastanawiam się co z tych kilkunastu czy kilkudziesięciu kilogramów mąki i cukru będziemy robić? Czy nagle zaczniemy używać więcej papieru toaletowego (ale kiedy i po co?)? A w ogóle to kiedy zacząć ruszać zapasy, bo przecież wszystko (oprócz papieru toaletowego) ma swój okres przydatności do spożycia!

Kolejne, czwarte spostrzeżenie dotyczy różnych firm oraz ich szefów. W znakomitej większości dyrektorzy i prezesi stanęli na wysokości zadania i zlecili podwładnym pracę zdalną z domu i to się sprawdza. Pracownicy starają się nie zawieść, sumiennie pracują, rozumiejąc powagę sytuacji stosują się do zaostrzonych zasad. Są odpowiedzialni i zdyscyplinowani nie tylko w pracy, ale również w wymogach narodowej kwarantanny. Ale są też pracodawcy nie rozumiejący wyjątkowej sytuacji i trzymający pracowników zamkniętych w biurach przez przepisowe osiem godzin, mimo, że gospodarka zwolniła i nie ma tyle pracy co zwykle. Cóż, myślenie nie boli, ale jest w cenie! Taki pracownik nie jest wcale bardziej efektywny, wręcz przeciwnie! Drugą częścią, niezwykle ciekawą, tego spostrzeżenia są firmy remontowo – budowlane. Otóż obserwuję tu wzmożony ruch. To dla tej branży istne żniwa! W marketach budowlanych gęsto od klientów, na budowach praca wre, a remonty widać na każdym kroku! To, że firmy prywatne żądzą się swoimi prawami i ktoś pracować musi to wiadomo, ja mam tylko nadzieją, że przestrzegane są tam elementarne zasady higieny i ochrony przed zagrożeniem wirusem.

Spostrzeżenie następne, piąte; wykonując zawód dziennikarza siłą rzeczy interesuję się na co dzień wydarzeniami społeczno – politycznymi. Nie żebym analizował jakoś dogłębnie wszystko co się dzieje w polityce i gospodarce, ale jakiś ogląd sytuacji mam. I nagle, w ciągu kilku dosłownie godzin wszystkie „niezwykle ważne, fundamentalne dla wszystkich Polek i Polaków” zjawiska odeszły w absolutne zapomnienie! Koronawirus przykrył wszystko! Nie mówi się już o niczym innym, nie ma innych tematów! To klasyczne wyparcie jednego problemu przez drugi, mocniejszy, świeższy, bardziej nośny. To bardzo ciekawe zjawisko socjologiczne.

Podsumowując: mam wrażenie, że w myśl przysłowia: „Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło!” odbierzemy mocną lekcję obywatelskiej odpowiedzialności. Mam nadzieję, że zniknie wszechobecna znieczulica, roszczeniowość i chamstwo, zaczniemy zwracać większą uwagę na potrzebujących, czy po prostu przypomnimy sobie o kilku skromnych, ale magicznych, słowach: proszę, dziękuję, przepraszam! I mam taką nadzieją, że gdy minie to niecodzienne zagrożenie nie odezwą się demony przeszłości i nie powrócimy do starych, niezbyt chwalebnych, przyzwyczajeń. Mam nadzieję!

Jarosław Skrobecki

Centrum Kultury i Sztuki
im. Andrzeja Meżeryckiego

Comments are closed.