Bezpieczeństwo na drodze a wychowanie komunikacyjne w szkole

Ciągle mówi się o konieczności poprawy bezpieczeństwa na polskich drogach. Ale jakie są kroki w tym kierunku? Czy są to prawdziwe systemowe działania, czy tylko słowa i okolicznościowe akcje mające na celu wypromowanie się? Można zadać sobie pytanie dość przewrotne: czy chirurg, który posiada tylko wiedzę teoretyczną będzie w stanie przeprowadzić prawidłowo operację?, odpowiedź jest oczywista, że nie.

Dzieci w szkołach na lekcjach wychowania komunikacyjnego mają najczęściej przekazywaną jedynie wiedzę teoretyczną odnośnie prawidłowego zachowania się na drodze. Nie ma miejsc, gdzie mogłyby bezpiecznie szkolić się praktycznie. Bardzo szlachetną rzeczą jest budowanie tzw. „orlików”, gdzie dzieci mogą rozwijać swoje umiejętności w grze w piłkę (nikt nie próbuje dzieci uczyć gry w piłkę tylko teoretycznie), ale nie ma woli, ani funduszy na budowę miasteczek ruchu drogowego, gdzie pod okiem odpowiednio przygotowanego nauczyciela lub instruktora byłaby możliwość połączenia teorii i praktycznego zachowania się na drodze. Na tego typu obiektach można by uczyć dzieci odpowiedniego poruszania się pieszo, rowerami i motorowerami.

Jest powiedzenie: „Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci”. Nawet, jeżeli rodzice nie przestrzegaliby w obecności dzieci zasad bezpieczeństwa na drodze, to one byłyby świadome tego i mogłyby temu w mniejszym lub większym stopniu przeciwdziałać. Są ruchome miasteczka: w posiadaniu policji, straży miejskiej, WORD-u, ale są one wykorzystywane tylko do egzaminowania lub sporadycznie w trakcie okolicznościowych imprez.

Żeby szkolenie miało sens i wymierne skutki, potrzebne są stałe miasteczka ruchu drogowego, chociaż po jednym w dzielnicy, gminie.

miasteczka 1

Kilkanaście lat temu zwróciłem się do burmistrzów kilku dzielnic prawobrzeżnej Warszawy z propozycją stworzenia tego typu obiektów. Jaki był odzew?

Burmistrz Białołęki nie zareagował, Burmistrz Targówka odpowiedział, pochwalił pomysł, ale ze względu na skromny fundusz dzielnicy nie widział możliwości stworzenia miasteczka. Jedynie Burmistrz Pragi Północ był pozytywnie nastawiony, nawet wskazał ewentualną lokalizację, ale ponieważ decyzję musi podjąć cały Zarząd Dzielnicy, wyznaczył termin spotkania z dzielnicową komisją ds. bezpieczeństwa. Na tym spotkaniu członkowie komisji potraktowali mnie jak sąd podejrzanego, upatrując w mojej propozycji chęci zarobku. Głęboko w pamięć zapadło mi pytanie jednego z Radnych. Brzmiało ono tak: „Czy jak chciałby Pan produkować mleko dla dzieci, to też mielibyśmy dać teren do tego typu działalności?”. Tak postawione pytanie utwierdziło mnie w przekonaniu o bezsensowności podejmowania tematu. Po prostu nikt nie był zainteresowany poprawą bezpieczeństwa. Może coś się zmieniło, może warto wrócić do tematu. W Warszawie są prawdopodobnie tylko dwa takie obiekty: na Pradze Południe – przy ul. Olszynki Grochowskiej i we Włochach.

W obecnych czasach, gdy stale zagęszcza się ruch na drogach (przybywa samochodów, motocykli i rowerów) praktyczna nauka nabiera niebagatelnego znaczenia. Pogadanki, prelekcje, testy – sama teoria nie wystarczają. Miasteczko ruchu drogowego nie może być traktowane tak jak dotychczas, jako kolejny plac zabaw. Staje się przede wszystkim ważnym elementem edukacyjnym w kształceniu umiejętności i oswojenia się z ruchem ulicznym.

Za przykład niech posłuży szkolenie dzieci z zakresu pierwszej pomocy. Okazuje się, że dzieci z klas 4-6 szkoły podstawowej po przeszkoleniu praktycznym mają często większe umiejętności w tym zakresie niż dorośli. A na początku podchodzono do tego z przymrużeniem oka.

Daję to pod rozwagę wszystkim przedstawicielom władz samorządowych i instytucjom powołanym do dbania o poprawę bezpieczeństwa ruchu drogowego.