Motocykl ratunkowy Moto-Medic Warszawa

Michał, jesteś z zawodu informatykiem, pasja jaką jest rat. med. spowodowała, że ukończyłeś rat. med. i tu się realizujesz.

Kiedy pojawił się w Warszawie Wasz motocykl ratunkowy?

Wyjechaliśmy dokładnie 10 kwietnia 2010 r. Już tego dnia, rano jadąc wspomóc akcję MotoSerce na warszawskim Bródnie najechaliśmy na wypadek. Przed przyjazdem pogotowia zabezpieczyliśmy poszkodowanego (kołnierz, wsparcie psychiczne). ZRM był mocno zdziwiony na nasz widok ale przyjęli motocykl przyjaźnie i z zaciekawieniem…

Jak zawsze musiała go stworzyć grupa pasjonatów, jak to było?

Tak naprawdę w naszym przypadku to moje „dziecko”. Pomysł w głowie pojawił się kilka ładnych lat temu, gdy z wizytą do Sejmu przyjechali na motocyklach parlamentarzyści z Bundestagu. Jako zabezpieczenie medyczne przejazdu swojej grupy ok. 300 maszyn mieli 3 motocykle BMW niemieckiego Czerwonego Krzyża. To wzbudziło mój zachwyt i zakiełkowała idea. Choć wtedy jeszcze nie miałem z profesjonalnym ratownictwem nic wspólnego to była to moja druga pasja. Pierwsza to oczywiście motocykle… czemu by ich nie połączyć? Kilka lat spędzonych na ciężkiej pracy, zaciskaniu pasa i bez urlopów ale udało się – jesienią 2009 roku używana Honda ST1300 stanęła w garażu i rozpoczęły się długie zimowe wieczory przygotowań, aby wyjechać na wiosnę na ulice… Teraz Fundacja skupia kilkanaście osób, głównie ratowników medycznych choć są i lekarze medycyny ratunkowej, zapaleńców takich jak ja, którzy jeśli byłyby tylko możliwości to chętnie wsiadali by na motocykle i nieśli pomoc. Należą im się wielkie słowa DZIĘKUJĘ za wsparcie, którym mnie podtrzymują w chwilach zwątpienia.

Jakie wyposażenie medyczne jest zamontowane na motorze i jak ono ewaluowało ?

Na początku w kufrach jeździł pełen zestaw opatrunków, zestaw do tlenoterapii biernej i czynnej, udrożnienie dróg oddechowych (rurki ustno – gardłowe),ssak ręczny, worek samorozprężalny, maski tlenowe, kołnierze ortopedyczne. Jeszcze w 2010 roku zamówiłem uszycie wg mojego pomysłu dedykowanych toreb do kufrów tak, aby mieć wszystko poukładane i jednocześnie móc zmieścić jeszcze więcej sprzętu. W nowych torbach znalazło się miejsce na: ciśnieniomierz, pulsoksymetr, glukometr, ampularium z podstawowymi lekami, płyny infuzyjne wraz z zestawami do przetoczeń, wkłucia dożylne i doszpikowe. Do kufra z tlenem doszedł zestaw do intubacji z rurkami oraz alternatywnie rurkami LMA. Tak naprawdę cały czas coś dokładam, coś zmieniam aby wyposażenie było jak najlepsze i sprawdzało się w działaniu jednoosobowego patrolu.

Co wpłynęło na wybór marki, jeździsz Hondą, typ, model, dlaczego taki wybór?

Z Hondą jestem w pewien sposób związany od wielu lat. Pierwszy „japończyk” to była właśnie Honda i można powiedzieć, że zakochałem się w tej marce. A co do wyboru modelu to wcześniej jeździłem przez prawie 10 lat modelem ST1100 i nie wyobrażałem sobie innego motocykla. Gdy pojawił się na rynku model ST1300 to kupiłem dla siebie prywatnie i od pierwszych kilometrów wiedziałem, że to nie pomyłka, że decyzja była trafna. Ponieważ jeździło mi się super to nie było sensu szukać innego modelu – w ten byłem „wjeżdżony”, spełniał wymagania jeśli chodzi o wygodę i miejsce na bagaż (3 pojemne kufry), nisko środek ciężkości, dobre właściwości jezdne. Dodatkowo raz na kilka lat Honda wypuszcza na rynek model PanEuropean w wersji „mundurowej” czyli z dodatkowym wyposażeniem lub udogodnieniami, które w przypadku jazdy jako motocykl czy to ratunkowy czy w służbie policji dają dużą wygodę i komfort użytkowania. To naprawdę dużo daje, szczególnie podczas jazdy do zdarzenia gdy wykorzystuje się sygnały świetlne i dźwiękowe – łatwość i intuicyjne wręcz sterowanie ułatwia prowadzenie motocykla i czyni je tym samym bezpieczniejszym.

Powiedz parę słów o waszych wyjazdach?, nie jesteście motocyklem systemowym, jak Wam się układa współpraca z Pogotowiem Warszawa?

No cóż, to nasza największa bolączka. Jeździmy po ulicach stolicy w ramach „wolontariatu”, można by rzec, że je patrolujemy. Czasem najedziemy na jakieś zdarzenie na ulicy, czasem usłyszymy coś na radiu a jesteśmy blisko – wtedy działamy. Natomiast cały czas czujemy, że sprzęt nie jest wykorzystany w pełni, moglibyśmy robić znacznie więcej gdybyśmy dostawali informacje od dyspozytorów CPR o zdarzeniach. Nie do końca jestem w stanie zrozumieć dlaczego nie chcą z nami współpracować, czego się boją. Nie chcemy zabierać im pracy – chcemy natomiast kraść cenne minuty w przypadku, gdy w zdarzeniu liczy się każda sekunda. Przecież tu chodzi o ludzkie zdrowie i życie!!!

Jak zachowują się warszawscy kierowcy widząc was w akcji?

Reakcje są różne, od zdziwienia i standardowego zestawu pytań: - To nie wiedziałem, że teraz takimi jeździcie lub: - A jak pan wiezie chorego na tym? Autorzy pierwszego pytania sądzą, że jesteśmy częścią pogotowia systemowego a drudzy nie wiedzą, do czego ma służyć motocykl ratunkowy i myślą stereotypami: karetka = nosze = transport do szpitala. Ale ogólnie wrażenia są bardzo pozytywne, nigdy nie spotkaliśmy się z niechęcią czy wrogością na drodze – wręcz przeciwnie. Również załogi pogotowia, gdy się spotykamy czy na miejscu zdarzenia czy po prostu gdzieś „na trasie” podchodzą do idei motocykla ratunkowego ze zrozumieniem i wręcz radością, że taki motocykl jest.

Porównując kadry pracujące na tym motorze :

Jak było u Was ze szkoleniem w wprowadzeniu motocykla?, jak się prowadzi tak ciężką maszynę jako pojazd uprzywilejowany? I wreszcie jak doskonalisz swoje umiejętności jazdy?

Jeżdżę jednośladami z silnikiem od 11 roku życia, więc trochę kilometrów już wyjeździłem. Oczywiście zwykła jazda niewiele ma wspólnego z jazdą pojazdem uprzywilejowanym i doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Pod tym względem moimi nauczycielami na początku byli najlepsi instruktorzy z CSP w Legionowie, a później sam brałem udział jako instruktor wyszkolenia jeździeckiego dla służb mundurowych – naprawdę niezła szkoła życia i jazdy. Co roku na wiosnę pierwszy dzień jazdy to trening, gdzieś na placu, gdzie nie ma ruchu i jest bezpiecznie – wyczucie maszyny po zimowym przestoju, sytuacje awaryjne ale tez i zwykła ósemka czy slalom. Ważne, aby przypomnieć sobie te wyćwiczone ruchy i zachowania, które troszkę poszły przez zimę w niepamięć. I przede wszystkim nie wsiadam na motocykl bez rozruszania się – przysiady, wymachy ramion tak, aby ciało trochę się rozruszało przed jazdą.

Z perspektywy czasu jak oceniasz funkcjonowanie w Polsce jednoosobowego zespołu ratowniczego na motorze?

Nie jest dobrze. Głównie z winy takich a nie innych zapisów w treści ustawy. Skoro NFZ nie płaci za pracę jednoosobowego ZRM na motocyklu (bo prawnie coś takiego nie może istnieć) to nie ma chętnych w pogotowiach do finansowania motocykla a w miejscach, gdzie motocykl staraniami czy społecznymi czy samych dyrekcji pogotowia się pojawia to niestety najczęściej po jednym – dwóch sezonach zostaje odstawiony na przysłowiowe „kołki” do garażu… Szkoda zaprzepaszczenia cennych idei oraz pracy wielu ludzi związanych z tymi projektami. Ale tutaj tak jak i w Sejmie, gdzie uczestniczyłem w debacie poświęconej bezpieczeństwu na drogach i przyszłości motocykli ratunkowych w Polsce moje stwierdzenie jest takie – musimy zacząć od zmiany regulacji prawnych i „uprawomocnić” motocykl w systemie. To da zielone światło do kontraktowania motocykla jako ZRM i możliwości pracy ratownika medycznego w jednoosobowym zespole. A niestety w tej kwestii mamy jeszcze dużo do zrobienia.

Zwróciliśmy się do ciebie o pomoc w zabezpieczeniu Biegu Niepodległości, chcemy Ci powierzyć zapewnienie bezpieczeństwa najszybszych biegaczy. Pozytywnie ustosunkowałeś się do naszej prośby. Czy regułą jest współpraca organizatorów z twoją Firmą przy tego rodzaju biegach?

Niestety nie. Tak naprawdę po raz pierwszy oficjalnie zwrócono się do mnie o udział w zabezpieczeniu imprezy sportowej o takim charakterze. Jest to dziwne gdyż do tej pory sam pojawiałem się na biegach i maratonach z motocyklem i kilkukrotnie zdarzyło mi się być pierwszym na miejscu zdarzenia lub po prostu znalazłem się w miejscu, gdzie ktoś potrzebował pomocy a jeszcze nie zdążył jej wezwać (bądź nie miał jak). Firmy zabezpieczające imprezy musiały zdawać sobie sprawę z mojej obecności, chociażby z racji przejmowania poszkodowanych. Niestety mimo tych kontaktów z załogami medycznymi nigdy nikt nie zaprosił mnie oficjalnie do współpracy. Aż do dziś i jest mi niezmiernie miło, że motocykl i wkład jaki może wnieść do zabezpieczenia imprezy został doceniony.

Jak myślisz dlaczego w stolicy brak jest systemowego motoru ratowniczego, a w innych miastach (Kraków) brak jest zrozumienia do jego funkcjonowania?

Myślę, że odpowiedziałem na to pytanie już wcześniej – przede wszystkim przepisy prawa regulujące System PRM. Nikt nie chce ryzykować wydania pieniędzy na motocykle, które nie spełniają założeń wynikających z ustawy. Tak samo jak brać odpowiedzialności za pracę jednoosobowego zespołu (zasada: a co będzie jak się coś stanie?). Wydaje mi się też, że często jesteśmy postrzegani nie jako ludzie, którzy chcą wspomóc załogi Systemu lecz jako potencjalne źródło przeszkadzania. Ale nie przez samych ratowników czy lekarzy jeżdżących w ZRM ale zarządy i dyrektorów firm. A przecież w większości jeździmy jako wolontariusze, sami tankujemy, serwisujemy motocykle, sami opłacamy sprzęt z którego korzystamy. Nie wyciągamy do nich ręki po pieniądze lecz celem uściśnięcia i powiedzenia sobie, współpracujmy dla dobra społeczeństwa – przecież to jest głównym celem.

Przygotowali:
Michał Rygielski - rat. med.
Jacek Szyzdek - rat. med.

Zobacz też:

Comments are closed.